Jeszcze niedawno obserwowaliśmy z niepokojem doniesienia z Syberii, Amazonii czy Australii, gdzie strażacy walczyli z ogromnymi pożarami trawiącymi tysiące hektarów lasów.

Tymczasem od kilku dni płoną tereny Biebrzańskiego Parku Narodowego – szczególnie cenne przyrodniczo torfowiska, bagna, łąki i lasy zamieszkiwane przez wiele gatunków zwierząt.

Do tej pory wiosna w tym regionie kojarzona była z roztopami i malowniczymi rozlewiskami, na których swoje lęgi wyprowadzały rzadkie gatunki ptaków. Ten rok przyniósł jednak dramatyczną zmianę w pogodzie, co w połączeniu z niefrasobliwością ludzkich działań doprowadziło do tragedii, której skala jest widoczna aż z pułapu satelitarnego.

Szybkość rozprzestrzeniania się ognia pokazują dwa zdjęcia satelitarne wykonane dzień po dniu (20 i 21 kwietnia) przez satelity Landsat 8 i Landsat 7. Dzięki analizie tych obrazów można określić powierzchnię zniszczoną przez żywioł, kierunki rozprzestrzeniania się ognia oraz dobowy przyrost terenów pochłoniętych przez pożar, co ułatwia wskazanie terenów potencjalnie zagrożonych przez ogień.

Zdjęcia zarejestrowane przez satelity Landsat w pierwszych dniach pożaru obrazują powierzchnię około 1 500 hektarów cennych ekosystemów strawionych przez ogień – na dzień 23 kwietnia szacuje się, że pożar objął swoim zasięgiem już około 8 000 hektarów.

8D877A7E 2992 48C1 A716 FBA2A9992775 Źródło zdjęć satelitarnych: https://earthexplorer.usgs.gov/)

Dane rejestrowane przez satelity służą do obserwacji Ziemi i pozwalają na nieustanny monitoring zmian zachodzących na jej powierzchni. Szczególnie dobrze widoczne na zdjęciach są zmiany związane z występowaniem katastrof naturalnych (takich jak: powodzie, tsunami, susze, pożary) lub powstałe w wyniku działalności człowieka (np. wylesianie czy wzrost powierzchni nieprzepuszczalnych, przez które woda nie może przesiąkać bezpośrednio do gruntu). Za pomocą zobrazowań i odpowiednich metod ich przetwarzania można monitorować także kondycję roślin czy zmiany w użytkowaniu ziemi.

Niestety, kolejne pożary cennych obszarów mogą się nasilić z powodu suszy atmosferycznej i hydrologicznej. . Aktualizowana codziennie mapa Instytutu Badawczego Leśnictwa pokazuje na bieżąco stopień zagrożenia pożarowego określany na podstawie badania wilgotności ściółki w lasach i obserwacji parametrów meteorologicznych. Już teraz w niemal wszystkich lasach w Polsce jest on określany jako najwyższy.

Naukowcy oraz specjaliści Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) alarmują, że w tym roku susza w Polsce może przyjąć największe od kilkudziesięciu lat rozmiary. Praktycznie bezśnieżna zima poskutkowała brakiem tak zwanego zapasu wody w śniegu. Jest on niezwykle ważny, gdyż śnieg, topniejąc wiosną, pomału i systematycznie nawadnia grunt i zasila rzeki. Brak roztopów oznacza, że już teraz zaczyna brakować wody. To zjawisko można zaobserwować na zdjęciach satelitarnych Sentinel-2 z ostatnich dni pokazujących bardzo niski stan wody w Wiśle i odsłaniające się dno koryta rzeki.

 B4A3666D F524 4353 BBCE 99E81F4A91B5

Źródło zdjęcia: https://apps.sentinel-hub.com/eo-browser/

Nie pomógł nawet deszcz, który w okresie zimowym spadał z nieba. Co ciekawe, wcale nie było go mało. Wprawdzie, jak podaje IMGW, w styczniu suma opadów na większości obszarów Polski sięgała niespełna 50 proc. normy, to już w lutym praktycznie na wszystkich stacjach pomiarowych odnotowano więcej opadów niż wynika ze średniej wieloletniej.

Jednak woda deszczowa zbyt szybko trafiła do rzek, a następnie do Bałtyku. Jak wynika z danych zgromadzonych w bazie AQUASTAT, opublikowanej na stronie Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (ang. Food and Agriculture Organization of the United Nations, FAO), w ogromnym stopniu jesteśmy zależni od własnych opadów i ich retencji. W Polsce jedynie ok. 11% wody dopływa zza granicy – reszta spada nam dosłownie z nieba.

Skutki suszy odbiją się na wielu sektorach gospodarki, ale także na naszym codziennym życiu. Niski stan wody może znacząco utrudnić przeprowadzenie zabiegów agrotechnicznych oraz wpłynąć na wegetację roślin i spadek plonów, co spowoduje wzrost cen żywności. Zanikanie wód powierzchniowych, obniżanie się poziomu wód gruntowych i wysychanie studni mogą prowadzić do zmniejszenia poboru wody do celów bytowo-gospodarczych, co dla nas oznacza brak wody w kranie!

Już w poprzednich latach niektóre gminy w Polsce borykały się z problemem niedoboru wody służącej do zaspokojenia bieżących potrzeb mieszkańców. Jak podaje prof. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej, w 2019 roku w nawet 350 gminach – czyli ok. 15% wszystkich gmin w Polsce – wprowadzano ograniczenia w korzystaniu z wody.

Niezwykle ważne jest zatem racjonalne korzystanie z zasobów wodnych, jakimi dysponujemy, w tym oszczędzanie wody podczas codziennych czynności, oraz dbanie o ich jakość, a także retencjonowanie (zatrzymywanie) wody opadowej, gdy jest jej odpowiednio dużo, i powolne jej oddawanie do obiegu w okresach bezodpadowych.